43 FPFF GDYNIA: „AUTSAJDER”, CZYLI JAK ZADOWOLIĆ FRASYNIUKA I MERKEL NA DODATEK

Po obejrzeniu takiego filmu można najzwyczajniej stracić wiarę w słowa Chrystusa: „I poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Zwłaszcza, gdy ma się ponad 40 lat stażu dziennikarskiego i znaczący bagaż doświadczeń, włącznie z – zawsze nieudanymi – próbami werbunku przez PRL-owską bezpiekę oraz obserwowaniem, jak ta sama bezpieka skutecznie zjednuje sobie dzisiejszych herosów walki o „wolność i demokrację”.

Zacznijmy jednak od fabuły dzieła pt. „Autsajder” według scenariusza i w reżyserii Adama Sikory. Oto student malarstwa o imieniu Franek wykazuje się wyjątkowym brakiem rozsądku, przekraczającym i tak mocno zaniżone standardy dla przyszłych artystów pędzla. Wbrew ostrzeżeniom swojej dziewczyny opuszcza jej mieszkanie po godzinie milicyjnej i to w apogeum stanu wojennego. Gdy dostrzega patrol „psów”,  daje się zatrzymać jak ostatni przygłup, a decyzję o ucieczce podejmuje dopiero wówczas, gdy trzymają jego legitymację studencką w ręku. Ucieka też nieskutecznie. Zatrzymany trafia do aresztu, gdzie do oskarżenia o ozdabianie murów antyrządowymi hasłami, dochodzi znacznie poważniejsze w postaci przechowywania konspiracyjnej bibuły, pozostawionej w pokoju Franka przez jego kolegę.

Kopanie na leżąco w milicyjnej izbie zatrzymań to tylko skromny początek gehenny bohatera filmu. Później  przejmują go bowiem specjaliści ze służb specjalnych i wyborowa kadra więzienna, gdy wyrokiem sądu wojskowego zostaje skazany na 4 lata odsiadki. Werbalnym deklaracjom prymitywnych  oficerów bezpieki w rodzaju bezwzględnej walki z „zaplutymi karłami imperialistycznej reakcji” towarzyszą konkretne czyny – włącznie z wykorzystaniem prawdopodobnie najwolniejszej wiertarki dentystycznej w całym Układzie Warszawskim do iście sadystycznego borowania zdrowych zębów „studenciaka”.

Mniej więcej po roku od wyroku nasz bohater opuszcza więzienie lecz ciągle pozostaje pod „anielską” kontrolą tajniaków. Ba, zostaje wyróżniony zaproszeniem do wydziału paszportowego, gdzie funkcjonariusz proponuje mu natychmiastowe wręczenie paszportu z biletem w jedną stronę. Franek odmawia, co może dowodzić, że dojrzał emocjonalnie oraz politycznie i jako taki z czasem zasili „elitę” III/IV RP.

Po emisji tego filmu przyszedł czas na konferencję prasową z jego twórcami. Świadom odpowiedzialnej roli dziennikarza jako przedstawiciela opinii publicznej zapytałem Adama Sikorę – reżysera i scenarzystę w jednej osobie, czy aby za bardzo – mówiąc kolokwialnie – nie przegiął.  Po pierwsze – tezy o walce z „zaplutymi karłami imperialistycznej reakcji” wygłaszali funkcjonariusze UB oraz propagandziści z czasów stalinowskich, a więc okrągłe pół wieku wcześniej. Po drugie – jeśli funkcjonariusze SB reprezentowali tak niski poziom intelektualny nadrabiając go sadyzmem w traktowaniu opozycjonistów, co przedstawiono w filmie, to jak wytłumaczyć, że ci sami ludzie potrafili wyekspediować kilkaset tysięcy najbardziej patriotycznych działaczy „Solidarności” na przymusową emigrację, a potem zasiąść do „okrągłego stołu” i podzielić się władzą z lewactwem w rodzaju Geremka, Kuronia, Michnika i im podobnych?

A. Sikora odpowiedział autorytatywnie, że on funkcjonariuszy SB przedstawił jako specjalistów od terroru psychologicznego, a nie fizycznego. Z tej deklaracji wynika, że miałem zwidy oglądając sceny np. z waleniem głową Franka o blat biurka czy wspomnianym wcześniej borowaniem jego zdrowych zębów. Mimo wszystko, pozostanę przy swoim przywołując za świadków widzów, którzy obejrzeli bądź obejrzą ten film.

Ciekawe wydaje się wyznanie reżysera filmu o laurce, jaką wystawił mu niejaki Władysław Frasyniuk, akurat aktywny obrońca SB-ków (?!) oraz deklaracja, że sam A. Sikora pochodzi z rodziny niemiecko-polskiej z akcentem na niemieckość. Tym zapewne trzeba tłumaczyć wpleciony do filmu wątek babci Franka, która chwaliła wnuka za jego „niezłomność” w walce o wolną Polskę bardzo łamaną polszczyzną oraz wspomnienie o jej synu Kurcie (bracie matki bohatera), który zginął pod Stalingradem, na pewno nie jako sołdat Armii Czerwonej. Dla mnie akurat te uzupełnienia stanowią racjonalne wyjaśnienie beznadziejnie głupiego zachowania bohatera w realiach stanu wojennego.

Co nie przeszkadza wierzyć, że film Adama Sikory  zyska nie tylko uznanie Frasyniuka jako potomka ukraińskich „repatriantów” z desantu stalinowskiego ale także kanclerz Angeli Merkel, mającej w swojej biografii m.in. znaczący epizod w postaci piastowania odpowiedzialnej funkcji sekretarza ds. informacji i propagandy FDJ czyli Freie Deutsche Jugend, NRD-owskiego odpowiednika Hitlerjugend.

Gwoli dziennikarskiej rzetelności dodam, że główną rolę w filmie Adama Sikory zagrał – drętwo i nieprzekonująco zresztą – jego syn Łukasz, a za producenta i producenta wykonawczego tego dzieła robił Włodzimierz Niderhaus. Ten pan to dyrektor Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Filmowych, która wyłożyła kasę na całe przedsięwzięcie, korzystając także z finansowego wsparcia Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Obydwie instytucje finansowane są z pieniędzy publicznych, czyli naszych…

Henryk Jezierski

„AUTSAJDER”
Reżyseria i scenariusz: Adam SIKORA, zdjęcia: Tomasz WOŹNICZKA, muzyka: Tymoteusz BIES, scenografia: Agata ADAMUS, kostiumy: Beata ŚWIĘCICKA, charakteryzacja: Alina JANERKA, dźwięk: Krzysztof STASIAK, Katarzyna BIAŁAS, montaż: Beata WALENTOWSKA, reżyser castingu: Marek PALKA.
Obsada: Łukasz SIKORA, Dorota POMYKAŁA, Katarzyna GAŁĄZKA, Mariusz BONASZEWSKI, Adam BOBIK.
Produkcja: Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych, producent i producent wykonawczy: Włodzimierz NIDERHAUS, kierownik produkcji: Anna WOJDAT, współfinansowanie: Polski Instytut Sztuki Filmowej, dystrybucja: Kino Świat.